Skrecilem kostkę lecz nie została ona włożona w gips. Noszę cały czas stabilizator który mi unieruchamia kostkę. Zdejmuje go czasem by robić okłady z lodu. Lekarz przypisal mi zastrzyki przeciwzakrzepowe. Powinienem brać te zastrzyki nawet jeśli noga nie jest w gipsie?
W szpitalu należy ocenić czy doszło do złamania na podstawie zdjęcia RTG. Złamanie kości udowej – pierwsza pomoc. Aby udzielić pierwszej pomocy w przypadku złamania uda, należy unieruchomić chorą kończynę. W tym celu można wykorzystać zdrową nogę, która spełni rolę "szyny". Obie kończyny dolne związuje się razem.
Dla tych, którzy chcą mieć coś w gipsie, polecam zrobić to z nogą. Nie trzeba jej łamać. Ja zrobiłam to dwa razy tak : jak pierwszy raz na wf graliśmy w noge, to chcąc strzelić zawinęłam o nogi koleżanki nogę, żeby upadła na mnie, drugi raz, biegłam po piłkę i chciałam ją przeturlać, a noga która po takim urazie jest bardziej podatna na urazy znowu się "zepsuła.
Tomasz Kowalczyk. Złamanie kostki bocznej goleni lewej – odpowiada dr Łukasz Michalak. Złamanie kostki bocznej lewego stawu skokowego – odpowiada Dr n. med. Piotr Żbikowski. Złamanie kostki bocznej stawu skokowego a rehabilitacja – odpowiada Aleksander Ropielewski. Złamanie kostki bocznej a opuchlizna – odpowiada Lek. Tomasz
Noga w gipsie, ręka w temblaku - im niestraszna żadna kontuzja! Sergiusz Królak. 12 października 2018, 14:36 aktualizacja 12 października 2018, 14:36
Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. tłumaczenia noga w gipsie Dodaj leg in a cast noun To jej jednak nie powstrzymało i została ochrzczona z nogą w gipsie. Undaunted, she was baptized anyway, but with her leg in a cast. Mój ojciec nie umiał troszczyć się o siebie, a już na pewno nie z nogą w gipsie. My father wasn’t used to taking care of himself, and certainly not with his foot in a cast. Literature Jeśli nie wyciągnie pan z niego prawdy do tego czasu, przejmuję sprawę, z nogą w gipsie czy bez. If you've not got the truth out of him by then, I'm taking over, pot let or no pot leg. Literature W odniesieniu do pasażerów z nogą w gipsie zajmujących dwa miejsca: For passengers with plaster casts on their legs who take up two seats: EurLex-2 Szli w stronę parkingu, Hector powoli, o lasce i z nogą w gipsie They headed toward the garage, Hector walking slowly with his stick, one leg still in a cast. Literature Ciężko będzie zaliczać bazy z obydwoma nogami w gipsie. It's gonna be really hard scoring touchdowns with both your goddamn legs in casts. Poza tym, żeby mogła wziąć prysznic, Jared musiał owijać jej nogę w gipsie plastikową torbą. Besides, to have a shower, she needed Jared to tape her casted leg inside a plastic bag. Literature Dla pasażerów z nogą w gipsie zajmujących dwa miejsca For passengers with plaster casts on their legs who take up two seats oj4 Jordan spojrzał na siostrę, która ledwie się trzymała na kulach i nodze w gipsie. Jordan looked at his sister, who was wobbling unsteadily on leg cast and crutches. Literature Kiedy w zeszłym roku miał nogę w gipsie, umieścił na profilu info, że " niewłaściwie nastąpił na krawężnik. " When his left leg was in a cast last year, he told his 13 followers that he'd " stepped awkwardly on the curb. " Za nią, tuż obok drzwi, stoi Charles, mięśniak z nogą W gipsie i o kulach. Standing behind her, near the door, is Charles, the brawn with his leg in a cast and propped up by crutches. Literature Matka leżała na pewno w szpitalu, z nogą w gipsie. The mother was surely in a hospital somewhere with her leg in a cast. Literature W odniesieniu do pasażerów z nogą w gipsie zajmujących dwa miejsca For passengers with plaster casts on their legs who take up two seats oj4 Potem przez całe lato nie mogłeś się bawić z ulubionym wujem, bo miałeś nogę w gipsie. The whole summer you couldn’t play with your favorite uncle because of the cast on your left leg.” Literature Nim zdołała zamknąć za sobą drzwi, Edmund wetknął w szparę nogę w gipsie. Before she could close the door Edmund stuck his plastered leg in it. Literature Leżałem na szpitalnym łóżku i miałem obie nogi w gipsie, ale przynajmniej wciąż je miałem. I was sprawled there in a hospital bed and my legs were done up in plaster casts, but they were still mine. Literature A Charles z nogą w gipsie i inni ludzie Palabrasa pewnie szukają go w zupełnie innych miejscach. Broken-legged Charles and Palabras’s other men are no doubt searching elsewhere. Literature Jej niezwykle niezależna matka poruszała się obecnie o kulach z nogą w gipsie i opłakiwała swoje pierworodne dziecko. Her fiercely independent mother was operating on crutches with her leg in plaster and grieving deeply for her firstborn. Literature Człowiek z nogą w gipsie zawołał: - Zaraz tam przyjdę, tak szybko, jak tylko odbiorę swoje pieniądze. A man with a cast on his leg called out, “I’ll be right over, soon’s I get my other money. Literature Przedstawiła go ojcu, który siedział na krześle z nogą w gipsie. She introduced him to her father, who was sitting in a chair with his leg in plaster. Literature Za nią, tuż obok drzwi, stoi Charles, mięśniak z nogą w gipsie i o kulach. Standing behind her, near the door, is Charles, the brawn with his leg in a cast and propped up by crutches. Literature Na drugim łóżku inna dziewczyna, także z nogą w gipsie, przeglądała gazetę. In the other bed, another girl with a leg in a cast was flipping through a magazine. Literature To tak, jakbyście poszli do lekarza z jęczmieniem na oku, a on włożyłby wam nogę w gips. It’s a bit like going to the doctor with a stye in your eye and having your left leg put in plaster. Literature Będzie miał nogę w gipsie i kule, co zazwyczaj jest dla dzieciaków fascynującym przeżyciem. His leg will be in a cast and he'll be on crutches, which generally makes life quite exciting for small boys. Ale choć z nogą w gipsie, jakoś potrafił chodzić. Even though his leg was in a plaster cast, he was able to hobble about. jw2019 Zamroczona środkami przeciwbólowymi, z czerwoną pręgą na szyi oraz nogą w gipsie Lady spojrzała na Delph. Woozy from painkillers, her neck chafed red, her leg in a cast, Lady looked up at Delph. Literature Najpopularniejsze zapytania: 1K, ~2K, ~3K, ~4K, ~5K, ~5-10K, ~10-20K, ~20-50K, ~50-100K, ~100k-200K, ~200-500K, ~1M
Założony gips trzeba kiedyś zdjąć. Co zrobić, jeżeli w wyznaczonym terminie nie ma wolnych miejsc? Usłyszałem, że na zdjęcie gipsu mam pojechać do Koszalina - pisze nasz czytelnik, mieszkaniec jego historia, którą opisał w liście do naszej redakcji:We wtorek, 19 lutego, około godziny 7 rano, moja mama złamała przed blokiem nogę. Już przed ósmą byliśmy na dyżurze SOR w szpitalu na Zaspie. Po czterech godzinach mama miała już na nodze się, że cała sprawa szczęśliwie się zakończyła. Niestety nie. Bo skoro gips założono, to trzeba go kiedyś zdjąć. W tym wypadku, jak nakazał lekarz, po dwunastu dniach. Po powrocie do domu wchodzę na stronę i próbuję zarejestrować mamę do ortopedy. W skład Nadmorskiego Centrum Medycznego wchodzi osiem przychodni, więc z wyborem nie będzie problemu. Poszukiwany termin to 28 lutego lub 1 marca. Niestety, najbliższy wolny to 11 więc do przychodni na Jagiellońskiej i pytam co z tym fantem zrobić, bo gips trzeba zdjąć. Pani w rejestracji radzi, żeby spróbować w innych przychodniach, dzielnicach, a może w innym mieście. Zapytałem, czy Warszawa może być?W innej przychodni na Świętokrzyskiej poradzono mi, żeby w wyznaczonym dniu przyjść i zapytać lekarza, czy zgodzi się przyjąć. Tylko co będzie kiedy odmówi? Jeździć od przychodni do przychodni z nogą w gipsie, i pytać, może ktoś się zgodzi. A co będzie, jak nie?No to wchodzę na stronę NFZ oddział Gdańsk. Znajduję tam telefon na infolinię, gdzie jak podają, mogę znaleźć informację o wolnych miejscach wykonywania usług. Dzwonię i już po chwili uprzejma Pani proponuje nam wolne miejsce w ... Koszalinie. Z Gdańska do Koszalina z gipsem na nodze, tylko po to, żeby go zdjąć? Pani bardzo się dziwi, że mi to nie odpowiada. Więcej nic konkretnego nie ma do więc państwo coś doradzicie, co z tym gipsem zrobić? Czekać do 1 marca i być zdanym na łaskę i niełaskę lekarza? A co będzie, gdy w tym dniu lekarz będzie miał dużo pacjentów, i mimo dobrych chęci nie będzie mógł przyjąć? To wtedy do następnej przychodni, a może do Koszalina? Myślę, że w podobnej sytuacji może być wiele osób. Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie. A my z radością nagrodzimy najciekawsze teksty biletami do kina lub na inne imprezy odbywające się w Trójmieście.
Wielu ludzi, którzy chorują psychicznie, ma niskie poczucie własnej wartości i uważa się za kogoś "gorszego" niż inni Katarzyna Szczerbowska to dziennikarka i rzeczniczka biura do sprawy pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Zdiagnozowano u niej schizofrenię paranoidalną Kasia miała trzy epizody psychozy, w szpitalu psychiatrycznym spędziła łącznie rok i trzy miesiące W walce z chorobą wspierali ją bliscy, zwłaszcza mama i partner, który jej śpiewał i starał się traktować ją jak "zdrowego" człowieka Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu Anna Frydrychewicz, Onet: Co się zmieniło w pani życiu w 2008 r.? Katarzyna Szczerbowska: Zachorowałam na schizofrenię. Taką diagnozę usłyszałam w wieku 38 lat. Uprościło to mój świat, który na początku choroby trudno uporządkować. Ale schizofrenia jest tematem tabu i bardzo źle się ludziom kojarzy. Nie wiedzą o niej wiele, a może nie chcą wiedzieć. Mają uprzedzenia, o których nie chciałabym mówić, żeby ich nie utrwalać. Istnieje jednak przekonanie, że chorzy to osoby niebezpieczne, nieprzewidywalne i powinny być izolowane. A przecież codziennie mijamy kogoś z zaburzeniami psychicznymi w autobusie albo w sklepie. Być może nawet w pracy. Może nasz przyjaciel, znajomy lub ktoś z rodziny choruje, a my o tym nie wiemy, bo on nie chce o tym mówić? Zdarza się, że ludzie, którzy mają diagnozę schizofrenii, mówią o załamaniu psychicznym, lub że mają depresję, bo nie chcą przyznać, na co tak naprawdę cierpią. I mają do tego prawo, bo nikt nie musi ujawniać swojego stanu zdrowia. No i nie ma tego wypisanego na czole. Schizofrenia to jest choroba niewidzialna, nie taka jak złamana noga w gipsie. To jak wygląda kryzys psychiczny? Bardzo różnie. Każdy z nas jest inny i każdy inaczej to przechodzi. I jakby na przykład pani mnie zapytała, jak to jest "żyć ze schizofrenią", to bym nie umiała na to pytanie odpowiedzieć, bo każdy, kto ma taką diagnozę, żyje inaczej. Ta choroba czasami ma lekki przebieg, a czasami taką postać chroniczną, że kiedy człowiek, który jej doświadcza, potrzebuje stałej opieki. Ja pracuję, wychowałam córkę. Katarzyna Szczerbowska Przebieg choroby był lekki? Nie. Miałam trzy razy psychozę. Byłam w szpitalu, straciłam całkowicie pamięć, przestałam mówić, nie chciałam jeść. Bałam się ludzi. Przypięto mnie pasami, żebym nie wyrwała sobie wenflonu. To przyszło nagle? Wcześniej było widać symptomy choroby? Trudno powiedzieć, bo nie wiadomo, skąd się bierze schizofrenia. Ale mogę powiedzieć, że zawsze byłam dzieckiem, które lubiło bawić się samo. Dzieci tego nie lubiły, nie umiałam się z nimi bawić, byłam zbyt poważna. Obserwowałam je, ale nie śmiałam się z nimi. Może dlatego, że wychowywał mnie dziadek i żyłam w tempie starszej osoby? Może rodzice powinni się wtedy tym moim zachowaniem zainteresować? Nie wiem. Po skończeniu studiów zostałam dziennikarką, moje relacje z rówieśnikami jakoś się ustabilizowały. Zresztą zawsze lubiłam ludzi, choć miałam w sobie do nich lekki dystans. Praca dziennikarska nakładała na mnie ogromną presję. Cały czas musiałam się sprawdzać. Ta praca wciąga, pochłania. Uważam, że to jest wpisane w nasz zawód. Pracując w mediach, zauważyłam, że w pewnym momencie mój organizm zaczął wysyłać do mnie komunikaty. Miałam częste infekcje, migreny, bóle pleców i brzucha, problemy z trawieniem i bezsennością. Organizm po prostu nie może być cały czas eksploatowany i wzywa nas do tego, żebyśmy się nim zajęli. Tak to sobie tłumaczę, ale psychoza często przychodzi wtedy, kiedy człowiek ma stres i zaburzenia snu. Czyli często chorują ludzie młodzi, studenci. No i dodatkową przyczyną są używki: alkohol, dopalacze, narkotyki. Jaki to był stan? Jakby mój mózg wyleciał na wycieczkę. Schował się we mnie. To jest trochę tak, jakby organizm rozumiał, że nie jest pani w stanie czegoś znieść i przybierał reakcję obronną, żeby nie dostała pani zawału serca albo wylewu. Z moich obserwacji wynika, że osoby, które są bardzo wrażliwe na emocje otoczenia, na to, co otoczenie robi, myśli, instynktownie chronią się przed dużą liczbą bodźców, która przy tej ich wrażliwości jest dla nich mordercza. A można świadomie się przed tym chronić? Tak. Ja teraz wykonuję wielką pracę, żeby ograniczać sobie liczbę bodźców i funkcjonować zdrowo. To jest oczywiście też trudne, ale praca jest tym, co mnie uzdrawia. Jak wygląda stan psychozy? Psychoza może trwać trzy dni albo wiele miesięcy. Nie można powiedzieć, że to jest stan całkowitego "wyłączenia się", bo z osobą w psychozie czasami można rozmawiać. Człowiek wtedy słyszy, widzi, myśli rzeczy, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Bardzo często na przykład uważa, że ktoś go śledzi albo że jakiś rząd chce nim sterować. W psychozie wydaje się nam, że na coś jesteśmy chorzy albo że jesteśmy premierem. Możemy mieć halucynacje. Możemy przestać się komunikować albo ograniczać tę komunikację do bardzo prostych słów. Możemy całkowicie wycofać się z życia społecznego. Foto: Arch. pryw. Katarzyna Szczerbowska z Danielem Fisherem, amerykańskim psychiatrą, u którego w młodości zdiagnozowano schizofrenię, po warsztatach stworzonej przez niego metody wsparcia osób w kryzysie — emocjonalnej reanimacji. Bardzo ważne jest to, jak zareaguje nasze otoczenie i na jakiego terapeutę trafimy. Ale to od osoby, która doświadcza kryzysu, zależy, czy ona przyjmie pomoc i jak z niej skorzysta. Z moich obserwacji wynika, że obecność drugiego człowieka również leczy. Nie każdy ma mamę, partnera, dziecko, które się nim zaopiekuje... Tak, dlatego przed nami wszystkim stoi wielkie wyzwanie: tak zreformować ochronę zdrowia psychicznego, żeby ludzie, którzy doświadczają psychozy, mogli mieć obok siebie drugiego człowieka. Zobacz też: Czy mam depresję? Jakie są objawy depresji i jak przebiega jej leczenie? Ta choroba ma przebieg sinusoidy. Momenty zaostrzenia przeplatają się z okresami remisji. Zdarza się, że ten moment zaostrzenia jest jeden, zdarza się, że przeżyję psychozę kilka razy. Potrzebna jest współpraca innych ludzi, to znaczy ktoś, kto na przykład taką osobę zatrudni. Boimy się zatrudniać osoby, które chorują na schizofrenię. Uczestniczę w spotkaniach terapeutycznej grupy wsparcia dla osób z doświadczeniem psychozy i tam widzę, jak koleżanki i koledzy walczą o to, żeby mieć pracę, bo ona daje poczucie samodzielności i bezpieczeństwa. No i też człowiek psychicznie lepiej się czuje, jak może się spełniać czy spotykać ludzi w pracy też. Co jest jeszcze ważne dla osób w kryzysie psychicznym? Kontakty międzyludzkie. W Polsce zaczyna się rozwijać leczenie środowiskowe, jego orędownikami byli profesorowie Dąbrowski i Kępiński. Leczenie środowiskowe to takie, w którym szpital jest ostatecznością, a wypracowywane są inne formy wsparcia oparte na zasobach chorującego (jego pasjach, umiejętnościach, wykształceniu) i na więziach, czyli obecności drugiego człowieka. Podkreślmy, że chodzi o obecność z empatią. Ostatnio czytałam o leczeniu psychiatrycznym w Szwecji. Autor opowiadał, że tylko raz widział w tym kraju pacjenta w pasach. Przypięcie pasami stosuje się, kiedy człowiek na przykład wali w ścianę głową i dla jego bezpieczeństwa trzeba go unieruchomić. Więc autor napisał, że widział tylko raz taką sytuację i wtedy przy tym pacjencie w pasach siedziała pielęgniarka i czytała mu książkę. I to jest coś, czego potrzebujemy w Polsce dla naszych pacjentów: żeby oni nie chorowali w samotności, w niezrozumieniu, w porzuceniu. W szpitalu jest za mało personelu i po prostu nie ma miejsca na indywidualną opiekę. Ale są inne formy wsparcia. Istnieją centra zdrowia psychicznego, gdzie można dostać pomoc natychmiast, bez czekania w kolejce. Może pani przyjść z kimś bliskim i przyjacielem czy koleżanką, czy z kimkolwiek innym. I w punkcie zgłoszeniowym czeka psycholog, który zapyta, dlaczego pani przyszła. Może cierpi pani na bezsenność? Więc on przeprowadzi też taki wywiad, rozmowę, żeby się zorientować, jaki jest styl życia osoby, która przyszła po pomoc, jaka jest jakość jej snu, jak się odżywia, czy ma jakieś inne choroby. I na podstawie tej rozmowy określa się wstępnie plan wsparcia. Jeżeli przychodzi ktoś w ciężkiej depresji albo z jakiegoś innego powodu pilnie potrzebujący pomocy, to ta pomoc musi ruszyć w ciągu 72 godzin, a czasem rusza szybciej. Jak znaleźć takie centra? Wystarczy wejść na stronę i tam znajduje się interaktywna mapa, na której można sprawdzić, czy mieszka się na terenie odpowiedzialności takiego centrum. Na razie powstają w ramach programu pilotażowego Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, czyli jest to testowanie pewnego rozwiązania. Każde centrum trochę inaczej działa, ale ich pracownicy dzielą się ze sobą doświadczeniami. W tej chwili mamy 41 działających punktów, w różnych miejscach, na przykład w Kościerzynie i w Hajnówce, ale też w Krakowie i Warszawie. Zobacz też: Jak pomóc komuś w kryzysie psychicznym? Zwróć uwagę na te sygnały Osoby w kryzysie psychicznym się izolują. Choroba psychiczna bardzo zmienia człowieka w momencie zaostrzenia. I wtedy właśnie najbardziej potrzebni są inni ludzie. Szpital psychiatryczny ma tę zaletę, że tam jest się wśród innych: są i pacjenci, i personel. Wiele osób czuje się tam bezpiecznie. Istnieje szkodliwy stereotyp, że to wstyd wylądować w "psychiatryku". Tak, bo jednak ciągle jeszcze myślenie o zdrowiu psychicznym jest u nas lekceważone. Wydaje mi się też, że są ludzie, którzy mają ogólną tendencję do zaniedbywania swojego zdrowia, a to się po prostu potem na nich mści. A przecież im szybciej przyjdzie pomoc, tym łatwiej będzie nam wyzdrowieć, tym lepszy będzie przebieg dalszego życia. Naprawdę bardzo ważne jest, by reagować szybko. Szkoda "tracić" człowieka, skoro można go wyleczyć, skoro może być, żyć i cieszyć się życiem jak inni. Choć oczywiście, nie oszukujmy się, czasami choroby psychiczne mają naprawdę wieloletnią, chroniczną postać. Jednak zdarza się, że ludzie wracają do zdrowia po pierwszej psychozie i nie pojawiają się już u psychiatry. Czyli można wyleczyć schizofrenię? Zdania są podzielone. Ja uważam, że tak. I nawet jeżeli konieczne jest branie leków, człowiek może być zdrowy i funkcjonować zdrowo, tak jak się żyje, np. biorąc leki na cukrzycę, która też jest przewlekłą chorobą. Zdarza się, że człowiek dochodzi do takiej formy, że może przyjmować jedynie podtrzymujące dawki leków. Takie, które jak najmniej wpływają na niego. Albo nawet lekarz decyduje o wycofaniu farmaceutyków. Fundacja eFkropka prowadzi szkolenia dla osób, które chorują psychicznie, uczy je, żeby przestały się stygmatyzować. Wielu ludzi, którzy chorują psychicznie, ma niskie poczucie własnej wartości i uważa się za kogoś gorszego. Fundacja proponuje im warsztaty, podczas których terapeuta pomaga im zrozumieć, że choroba ich nie determinuje. Jeśli podejrzewamy u siebie chorobę, to co powinno nas niepokoić? U pani właściwie wszystko zaczęło się w tym momencie, w którym poczuła się pani źle fizycznie. Byłam chora i nie mogłam znaleźć przyczyny. Poszłam do neurologa. Zamartwiałam się, że mam raka mózgu i zostałam skierowana do psychiatry. Dostałam od niego leki i one bardzo pomogły. Momentalnie się dobrze poczułam i cały smutek minął. Okazało się, że miałam depresję. Zresztą często jest tak, że schizofrenia zaczyna się od depresji i objawia się jak depresja. Potem doświadczyłam pewnego trudnego przeżycia. Pojawiła się psychoza. Zatrzymałam się w miejscu, czułam się sparaliżowana, straciłam pamięć i na pół roku trafiłam do szpitala. Oczywiście w ciągu tych sześciu miesięcy były lepsze i gorsze momenty, ale nie czułam się na tyle dobrze, by wrócić do domu. Moja córka była wtedy w gimnazjum i nie mogłam się z nią widywać, bo była za młoda, żeby przyjść na oddział. Pamiętam, jak zadzwoniła do mnie jej nauczycielka. Byłam wtedy w szpitalu, podczas mojej drugiej psychozy. Powiedziała mi, że moja córka jest smutna, więc poprosiłam ją, żeby zajęła się moim dzieckiem, bo ja jestem w szpitalu. Szkoła zareagowała świetnie jak zresztą wiele innych osób. A moja przyjaciółka robiła mojej córce obiady. Foto: Arch. pryw. Katarzyna z Dariuszem Paczkowskim, autorem muralu solidarności z osobami doświadczającymi kryzysu, przy Dworcu Gdańskim w Warszawie. Praca przedstawia prof. Antoniego Kępińskiego wraz ze słynnym cytatem "nie ma pacjenta, jest człowiek" oraz osoby, które doświadczyły kryzysu psychicznego i działają na rzecz ludzi, którzy trwają w kryzysie i ich bliskich. Druga psychoza pojawiła się, gdy bez konsultacji lekarza odstawiłam leki. Wielu pacjentów tak robi — zaczynamy się lepiej czuć i decydujemy się nie brać leków. Taka decyzja jest dość zrozumiała, bo one często mają uciążliwe skutki uboczne: albo się tyje, albo człowiek jest roztrzęsiony, nie może usiedzieć w miejscu, albo ma problemy z poruszaniem rękami, czy w ogóle z ruchami. Ja bardzo lubię tańczyć, a po pierwszym epizodzie choroby zaczęłam mieć duże problemy z ciałem. Czy ten drugi epizod był równie mocny, co pierwszy? Nie, nieco lżejszy. Zresztą z czasem człowiek się uczy żyć z chorobą. Co to znaczy? Wiem, że muszę spać, odpoczywać. Brak snu bardzo mocno się na mnie obija. Ludzie, którzy doświadczyli psychozy, wiedzą, jakie objawy zwiastują, że ona się może zbliżać i też wiedzą co robić, żeby do tego nie dopuścić. Często to otoczenie widzi, że coś z nami jest "nie tak". Zobacz też: Czasem samobójstwo się planuje, a czasem wystarczy impuls. W moim przypadku to były tory [WYWIAD] I myślę też, że dla ludzi, którzy mają skłonność do kryzysów psychicznych, bardzo ważny jest odpowiedni styl życia. Musi istnieć w nim jakaś regularność. Czasem mam do wyboru: pójść do przyjaciółek, czy posiedzieć samej w domu. Często wtedy wybieram dom, żeby nie mieć za dużo bodźców. Kiedy jest się w ostrym kryzysie, można rozmawiać tylko z jedną osobą. Dwie to już za dużo. Jest nadwrażliwość na dźwięki, na światło, na zapachy. Trzeba też jasno powiedzieć, że są ludzie, którzy świetnie funkcjonują z chorobą psychiczną i naprawdę dają sobie radę, ale czasem trzeba stałej pomocy specjalisty. Bo kryzysy psychiczne pogłębione prowadzą do śmierci. Są samobójstwa, jest próba odcięcia się o tego, co pięknego niesie nam życie, od możliwości posiadania rodziny, dzieci, podróżowania. Zawsze, kiedy doświadczam czegoś, co jest dla mnie piękne, myślę o tym, jak się cieszę, że wyzdrowiałam i że mogę pójść do filharmonii, albo nawet do sklepu i sama zrobić sobie zakupy. Można być wdzięcznym za kryzys psychiczny? Ja mojemu kryzysowi zawdzięczam to, że bardziej pokochałam ludzi i mam wobec nich mniejsze wymagania. Lepiej ich rozumiem i też takie mam poczucie, że wszyscy cierpimy i różnie sobie z tą cierpieniem dajemy radę. Niektórzy usuwają się w chorobę psychiczną, mają zaburzenia zdrowia psychicznego, inni sięgają po alkohol czy narkotyki lub kompulsywne zachowanie. Schizofrenia czy choroby psychiczne kojarzą nam się z czymś, co jest dla nas zagrożeniem. Ale tak naprawdę każdy człowiek jest nieprzewidywalny. Zdarza się, że różne złe rzeczy robią innym ludzie, którzy dobrze funkcjonują w społeczeństwie. I czy to znaczy, że są chorzy psychicznie? A kto był dla pani największym wsparciem w chorobie? Miałam szczęście, bo towarzyszyło mi wiele osób, które pomagały na różnych etapach tej choroby. Jedną z nich jest moja mama, która przychodziła do mnie do szpitala, kąpała mnie, dbała o to, żebym jadła. Bardzo mnie wspierał również mój partner, który szukał w internecie inspiracji, jak mi pomóc. Ćwiczył ze mną albo śpiewał mi i cały czas traktował mnie "normalnie", tak, jakbym była zdrowia. Czyli nie zawsze był miły, czasem mówił "nie chce mi się już tego słuchać, skupmy się na czymś sensownym". To na mnie działało mobilizująco. Jest taki film "Lot nad kukułczym gniazdem", a mój partner bardzo przypominał swoim zachowaniem głównego bohatera, Randala. Miała pani taki moment buntu wobec choroby? Tak, byłam na nią bardzo zła. Przecież ja nie chciałam zachorować, to nie była moja decyzja. Zastanawiałam się, jak potoczyłoby się moje życie bez schizofrenii. Mam świadomość, że zabrała mi bardzo dużo czasu. Zamiast siedzieć w szpitalu, mogłam robić mnóstwo innych rzeczy, rozwijać się. Ale dziś też patrzę na ten kryzys jak na jakiś etap mojego życia. Może schizofrenia była mi potrzebna dlatego, że zanim zachorowałam, byłam osobą bardzo wrażliwą, delikatną psychicznie i cierpiałam? A teraz mam takie poczucie wewnętrznej siły. "Poukładałam się" na nowo.
noga w gipsie w szpitalu